1
Wyobrażam sobie niebo.
Jest tak wielkie, że natychmiast zasypiam, żeby się uspokoić.
Po przebudzeniu wiem, że Bóg jest trochę mniejszy niż niebo. Bo przecież inaczej ciągle zasypialibyśmy ze strachu podczas modlitwy.
Czy Bóg mówi w obcych językach?
Czy rozumie też obcokrajowców?
A może anioły siedzą w małych szklanych kabinkach i robią tłumaczenia?
I CZY RZECZYWIŚCIE W NIEBIE JEST CYRK?
Mama mówi, że jest.
Tata się śmieje, ma z Bogiem niezbyt dobre doświadczenia.
Jakby Bóg był Bogiem, toby zszedł na dół i nam pomógł, mówi tata.
Ale po co on miałby schodzić na dół, jeśli my i tak potem do niego pojedziemy?
Mężczyźni w ogóle mniej wierzą w Boga niż kobiety i dzieci, to przez konkurencję. Mój tata nie chce, żeby Bóg był też moim ojcem.
Tutaj każdy kraj to zagranica.
Cyrk jest zawsze za granicą. Ale w naszym barakowozie jest dom. Uchylam drzwi wozu, tylko troszeczkę, żeby dom nie wyparował.
Smażone bakłażany mojej mamy wszędzie pachną tak samo jak w domu, wszystko jedno w jakim kraju jesteśmy. Mama mówi, że za granicą mamy o wiele więcej z naszego kraju, bo całe jedzenie z naszego kraju jest sprzedawane za granicę.
GDYBYŚMY BYLI W DOMU, CZY WTEDY WSZYSTKO PACHNIAŁOBY JAK ZA GRANICĄ?
Mój kraj znam tylko z zapachu, pachnie tak, jak jedzenie mojej mamy.
Tata mówi, że zapach swojego kraju pamięta się wszędzie, ale rozpoznaje się go tylko wtedy, kiedy jest się bardzo daleko.
JAK PACHNIE BÓG?
Jedzenie mojej mamy wprawdzie pachnie na całym świecie tak samo, ale za granicą smakuje inaczej, z powodu tęsknoty.
Poza tym żyjemy jak bogaci ludzie, po jedzeniu możemy z czystym sumieniem wyrzucić kości z zupy, a w domu trzeba było je zostawić na następną zupę.
W domu moja kuzynka Anika musi stać całą noc w kolejce po chleb, ludzie stoją tak ciasno przy sobie, że podczas czekania mogą spać.
W DOMU STANIE W KOLEJCE TO JEST ZAWÓD.
Wujek Neagu z synami stoją na zmianę w dzień i w nocy, a tuż przed otwarciem sklepu odsprzedają swoje dobre miejsca tym, których stać na to, żeby nie mieć cierpliwości do czekania w kolejce. Potem wujek z synami ustawiają się na końcu i znowu zaczynają czekać.
Za granicą można sobie oszczędzić czekania.
Tutaj na zakupy nie potrzeba mieć dużo czasu, tylko pieniądze.
Na targu wcale nie trzeba stać w kolejce, wprost przeciwnie, traktują człowieka jak jakąś ważną osobę, mówią nawet dziękuję, kiedy się coś kupi.
Ludzie tutaj mają dobre zęby, bo zawsze mogą kupić świeże mięso.
W domu nawet dzieci mają już zepsute zęby, bo organizm wyciąga wszystkie witaminy.
W każdym nowym mieście moja mama i ja idziemy na targ i kupujemy dużo świeżego mięsa i jajek.
Przy straganie rybnym przyglądam się żywym rybom, ale mama prawie nigdy nie kupuje ryb, bo się ich brzydzę. Czasem tylko kupuje dla siebie i robi zupę rybną. Potem przy jedzeniu z lękiem czekam na tę chwilę, kiedy weźmie rybią głowę w palce i zacznie ją wysysać. Za każdym razem muszę się temu przyglądać, choć robi mi się niedobrze.
NAJBARDZIEJ LUBIĘ JEŚĆ
mamałygę z masłem i solą
rosół z kury
watę cukrową
kurę pieczoną z czosnkiem
masło
czarny chleb z pomidorem, cebulą i olejem słonecznikowym
kotlety mielone
naleśniki z konfiturą
galaretę wieprzową z czosnkiem
kurę w pomidorach z purée ziemniaczanym i smażoną cebulką
białą czekoladę bez orzechów
ryż na mleku z rodzynkami i cynamonem
sałatkę z bakłażanów z majonezem
smalec ze skwarkami
nadziewaną paprykę, kwaśną śmietanę i mamałygę
węgierskie salami
jabłka smażone w cieście
kaszankę
grysikowe ciasto dla zmarłych z dekoracją z cukierków Smarties
winogrona z białym chlebem
ogórka z solą
kiełbasę czosnkową
gorącą mamałygę z zimnym mlekiem
mięso zawijane w liście winogron
lizaki
gulasz z czerwoną cebulą
mamałygę z kozim serem
biały chleb z masłem i cukrem
prażone migdały
gumę do żucia z niespodzianką
Surowa cebula smakuje mi najbardziej, kiedy najpierw zmiażdżę ją w garści. Wtedy wyskakuje jej serce.
Pomarańczy nie lubię, choć w moim kraju jada się je na Boże Narodzenie.
Mój tata najbardziej lubi jajecznicę z pomidorami.
ZAGRANICA NAS NIE ZMIENIA.
WE WSZYSTKICH KRAJACH JEMY USTAMI.
O świcie mama wstaje i zaczyna gotować, skubie kurę i trzyma ją nad palnikiem gazowym. Moja mama najchętniej kupuje żywe kury, bo są najświeższe.
W hotelu zabija je w wannie.
PRZY ZABIJANIU KURY SKRZECZĄ MIĘDZYNARODOWO, WSZĘDZIE JE ROZUMIEMY.
Zabijanie kur w hotelu jest zabronione, podkręcamy radio, żeby głośniej grało, otwieramy okna i hałasujemy. Nie chcę przedtem widzieć kury, bo inaczej chciałabym ją zachować żywą. To, co nie trafia do garnka, ląduje w ubikacji. Boję się ubikacji, w nocy sikam do umywalki, stamtąd nie wyjdą zabite kury.
Zawsze mieszkamy gdzie indziej.
Czasami wóz jest tak ciasny, że prawie nie możemy się minąć.
A potem cyrk daje nam wóz z toaletą.
Albo pokoje hotelowe są jak wilgotne dziury pełne robactwa.
Choć czasami mieszkamy w luksusowych hotelach z lodówką w pokoju i telewizorem.
Raz mieszkaliśmy w domu, gdzie po ścianach biegały jaszczurki. Postawiliśmy łóżka na środku pokoju, żeby te gady nie mogły wleźć pod kołdrę.
A raz, kiedy mama stała przy bramie do ogrodu, po jej stopie prześliznął się wąż.
NIE WOLNO NAM NICZEGO POKOCHAĆ.
Przyzwyczaiłam się, wszędzie umiem tak się urządzić, żeby się dobrze czuć.
Wystarczy tylko, że położę moją niebieską chustę na krześle.
To jest morze.
Obok łóżka mam morze.
Muszę tylko wstać z łóżka i już mogę pływać.
W moim morzu nie trzeba umieć pływać, żeby płynąć.
Nocą przykrywam morze kwiecistą podomką mamy, żeby rekiny mnie nie schwyciły, kiedy muszę zrobić siku.
Pewnego dnia będziemy mieli wielki dom pełen luksusu, z basenem w salonie, i Sofią Loren, która będzie nas ciągle odwiedzała.
Chciałabym mieć pokój z mnóstwem szaf, w których trzymałabym moje sukienki i wszystkie moje rzeczy.
Mój tata zbiera prawdziwe obrazy olejne z końmi, a mama drogie naczynia porcelanowe, których jednak nigdy nie używamy, bo od ciągłego za- i odpakowywania mogą się zniszczyć i potłuc.
Nasz majątek trzymamy w walizce, zawinięty w grubą warstwę papieru gazetowego.
ZE WSZYSTKICH KRAJÓW ZBIERAMY PIĘKNE RZECZY DO NASZEGO WIELKIEGO DOMU.
Moja ciotka zbiera pluszowe zwierzaki, które ustrzelili dla niej na jarmarku jej kochankowie.
piątek, 27 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz